Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 2 Liga
Mecz za 6 punktów pomiędzy drużynami zajmującymi 3. i 4. miejsce zdecydowanie spełnił oczekiwania. Obie ekipy stworzyły niezwykle intensywne widowisko pełne zwrotów akcji i prawdziwych piłkarskich emocji.
Początek spotkania zdecydowanie należał do Rock’n’Rolla. Drużyna szybko wyszła na prowadzenie, a chwilę później podwyższyła wynik. Dwukrotnie do siatki trafił Artem Pavlik, którego uderzenia były niczym strzały z procy. Wydawało się, że Rock’n’Roll zaczyna przejmować pełną kontrolę nad meczem, ale wtedy obudziła się Zoria i zrobiła to w imponującym stylu. Najpierw duet Lisnychenko–Kuzmin doprowadził do wyrównania, a później Zoria zdobyła kolejne dwa gole i nagle to ona prowadziła różnicą dwóch bramek. Mecz kompletnie się odwrócił, a drużyny schodziły na przerwę przy wyniku 4:2 dla Zorii.
Mało zwrotów akcji? Druga połowa przyniosła kolejny. Początek ponownie należał do Rock’n’Rolla. Najpierw bramkę zdobył Kashuba, a chwilę później bramkarz drużyny, Roman Boichenko, potężnym strzałem niemal z połowy boiska doprowadził do remisu. Było jednak jasne, że taki wynik nie satysfakcjonuje żadnej ze stron.
Wtedy na scenę ponownie wkroczył Lisnychenko. Najpierw skompletował hat-tricka i ponownie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, ale chwilę później kompletnie poniosły go emocje. W ciągu zaledwie dziesięciu sekund obejrzał dwie żółte kartki - najpierw za faul, a zaraz potem za dyskusję z sędzią. Efekt? Zoria musiała grać w osłabieniu i właśnie wtedy straciła gola. Warto dodać, że było to już trzecie osłabienie Zorii w tym meczu, a łącznie arbiter pokazał aż pięć żółtych kartek. Nie można jednak powiedzieć, że spotkanie było brutalne. To był po prostu bardzo intensywny mecz, pełen walki i ogromnych emocji, które momentami prowadziły do ostrzejszych starć.
W końcówce oba zespoły chciały jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale jednocześnie musiały uważać, by samemu nie stracić decydującego gola. Ostatecznie padł remis, który chyba nie zadowala nikogo w pełni. Z drugiej strony, patrząc na przebieg spotkania, każda z drużyn może być zadowolona, że ostatecznie nie przegrała. Jedno jest pewne - walka o czołowe miejsca dopiero się rozkręca!
Do tego spotkania Ternovitsia przystępowała jako lider rozgrywek, prezentując znakomitą formę i imponujący dorobek punktowy. Manitas Konserwacja Podwozia, plasujące się w górnej połowie tabeli, nastawiało się na grę pozycyjną i cierpliwe budowanie akcji, szukając swoich szans w ataku kombinacyjnym. Z kolei Ternovitsia od pierwszych minut postawiła na dobrą organizację defensywną i szybkie kontrataki.
Początek meczu ułożył się idealnie dla lidera. Już w 2. minucie Romanovskyi otworzył wynik spotkania, a minutę później Grabowski podwyższył prowadzenie Ternovitsii. Manitas starało się odpowiedzieć spokojnym rozegraniem i dłuższym utrzymywaniem się przy piłce, jednak rywale bardzo dobrze bronili i konsekwentnie wyczekiwali kolejnych okazji do kontrataków. W 13. minucie po ładnej zespołowej akcji Paduk zdobył trzecią bramkę dla Ternovitsii, potwierdzając skuteczność swojego zespołu.
Mimo defensywnej dyscypliny Ternovitsii Manitas w końcówce pierwszej połowy dopięło swego. Po efektownym rozegraniu akcji pozycyjnej padła bramka, która pozwoliła zespołowi zachować nadzieję przed drugą połową.
Po zmianie stron gra stała się bardziej wyrównana, a oba zespoły miały swoje momenty. W 35. minucie Paduk ponownie dał o sobie znać, popisując się mocnym strzałem i podwyższając prowadzenie Ternovitsii. Chwilę później padły jeszcze dwie szybkie bramki dla lidera, co zdecydowanie przybliżyło go do zwycięstwa. W 39. minucie Jóźwiak odpowiedział trafieniem dla Manitas, a 40. minuta przyniosła po jednej bramce dla obu zespołów.
Końcówka spotkania obfitowała w kolejne emocje. W 43. minucie Tyszka po efektownym ograniu obrońcy zdobył bramkę dla Manitas, jednak odpowiedź Ternovitsii była natychmiastowa - Grabowski, po podaniu Paduka, trafił do pustej bramki. W samej końcówce spotkania Ternovitsia dołożyła jeszcze dwa trafienia, ostatecznie przypieczętowując wysokie i zasłużone zwycięstwo.
Spotkanie potwierdziło klasę Ternovitsii, która świetnie realizowała swój plan na mecz, łącząc skuteczną defensywę z zabójczymi kontratakami. Manitas Konserwacja Podwozia próbowało narzucić swój styl gry oparty na ataku pozycyjnym, jednak tego dnia lider był zespołem wyraźnie skuteczniejszym.
Starcie pomiędzy DHO Fiber Cyrkulatką a Agape Team miało niezwykle jednostronny przebieg - śmiało można powiedzieć, że byliśmy świadkami prawdziwego pogromu. Ekipa Agape od początku była w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ przyjechała na mecz w zaledwie sześcioosobowym składzie i całe spotkanie musiała rozegrać bez zmian. Z kolei Cyrkulatka, dysponując szeroką ławką rezerwowych, skrzętnie wykorzystywała tę przewagę. Każdy z zawodników dawał z siebie maksimum, a po chwili jego miejsce zajmował kolejny świeży gracz.
Jeśli chodzi o sam przebieg meczu, od pierwszego do ostatniego gwizdka pełną kontrolę miała drużyna Cyrkulatki. Goście nie byli w stanie w żaden sposób odpowiedzieć ani skutecznie bronić się przed atakami rywali. Gospodarze dominowali praktycznie na każdej płaszczyźnie, nie zostawiając przeciwnikom pola do manewru.
Mimo wszystko trzeba pochwalić zespół Agape za wolę walki. Pomimo bardzo niekorzystnego wyniku zawodnicy nie poddawali się i do końca próbowali swoich sił, jednak większość ich akcji była neutralizowana już w zarodku.
Po pełnych 50 minutach Cyrkulatka odniosła efektowne zwycięstwo 24:2, opuszczając Arenę AWF-u z kompletem punktów.
Odmieniona ekipa Ukrainian Vikings, podejmująca trzeci zespół Husarii Mokotów, rozgrywała kolejne ciekawe spotkanie tego dnia. Mecz zapowiadał się naprawdę ciekawie i trzeba przyznać, że mimo niewielkiej liczby bramek emocji zdecydowanie nie zabrakło.
Los bywa przewrotny i tym razem to zespół gości musiał mierzyć się z problemami kadrowymi jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Vikings zebrali się natomiast - przynajmniej pod względem liczebnym - całkiem solidnie.
Spotkanie rozpoczęło się od dużego naporu gospodarzy, którzy wyraźnie chcieli wygrać i zbliżyć się w tabeli do sąsiadującej z nimi ekipy z Mokotowa właśnie dzięki bezpośredniemu starciu. Problem polegał jednak na tym, że mimo przewagi i dominacji w środku pola gospodarze momentami wyglądali jak drużyna, która nie do końca wie, jak wykorzystać swoje atuty. Na szybko zdobyte trafienie Vikings odpowiedział Tomek Kruczyński, popisując się bardzo ładnym technicznym strzałem z pierwszej piłki, który kompletnie zaskoczył bramkarza rywali.
Obie drużyny musiały więc otworzyć się po przerwie, jeśli chciały wyjechać tego dnia z AWF-u z kompletem punktów. I choć Vikings coraz wyraźniej przejmowali inicjatywę oraz zdobywali kolejne gole, goście nie zamierzali się poddawać. Dwa trafienia w szalonej końcówce autorstwa najlepszego strzelca Husarii, Kamila Kapicy, pozwoliły złapać kontakt, a w ostatecznym rozrachunku - po jeszcze jednej wymianie ciosów gol za gol - urwać punkt lepiej wyglądającemu rywalowi.
Dla gospodarzy wynik na pewno jest rozczarowujący. Z przebiegu gry byli zespołem lepszym, ale w szóstkach czasem potrzeba jeszcze odrobiny cwaniactwa, doświadczenia i umiejętności „dobicia” rywala, zanim ten wróci do meczu. Ta sztuka udała się gościom i to właśnie oni mogą być bardziej zadowoleni z końcowego rezultatu tego spotkania.
Spotkanie pomiędzy Dzikami z Lasu a Warsaw Bandziors zakończyło się dość skromnym - jak na standardy szóstkowe - wynikiem. Lepsi okazali się gracze Dzików, którzy odnieśli zasłużone zwycięstwo nad niżej notowanymi Bandziorsami 3:1.
Od początku zawodnicy Dzików ruszyli do ataku i kwestią czasu było, kiedy padnie pierwsza bramka. Dziki przyspieszały tempo rozgrywania akcji, szczególnie za sprawą Antoniego Hermana, który często korzystając ze swojego „sokolego wzroku” posyłał piłki mijające jedną, a nawet dwie linie obronne Bandziorsów. Dodatkowo dyrygował całą defensywą, ponieważ grał na pozycji ostatniego obrońcy, co pozwalało mu widzieć więcej na boisku i skutecznie wspierać kolegów z drużyny.
Pierwsze 25 minut meczu zakończyło się jednostronnym wynikiem 3:0, przez co było jasne, że Warsaw Bandziors będą musieli podkręcić tempo. W kolejnych 25 minutach faktycznie byli znacznie aktywniejsi, jednak nie przełożyło się to na najważniejszą statystykę, czyli bramki.
Zdołali zdobyć jedynie gola honorowego za sprawą trafienia Macieja Kiełpsza, lecz to było za mało, by odwrócić losy spotkania. Ostatecznie Bandziorsi musieli uznać wyższość rywali.







)
)
)
)
)
)
)
)
)